Szanowna redakcjo!
W ostatnim czasie mamy do czynienia z drastycznym wzrostem cen spowodowanych wojną na Ukrainie, przerwaniem dostaw z Chin jak również znaczącym wzrostem obciążeń podatkowych dla przedsiębiorców (tzw. Nowy nieŁad). Oficjalny poziom inflacji rdr w kwietniu 2022 roku przekroczył 11%, jednakże wzrost cen produktów podstawowej potrzeby jest na poziomie 20% – 30% (w czasach słusznie minionych inflacja była niska, bo lokomotywy taniały).
Poza tym, nie można zapominać, że rząd w czasie „pandemii” COVID-19 dodrukował miliardy złotych pustych pieniędzy w postaci tzw. tarczy antykryzysowej oraz rozdawał pieniądze, których nie posiadał. Rząd wywołał kryzys, niepotrzebnie zamknął ludzi w domach, a większości przedsiębiorcom de facto zakazał (notabene, było to niezgodne z Konstytucją i porządkiem prawnym w RP) prowadzenia działalności gospodarczej i dał ochłapy, które i tak nie dostali najbardziej poszkodowani przez lockdown.
Do października 2021 roku stopy procentowe były rekordowo niskie, co również miało niebagatelne znaczenie. NBP znacząco spóźnił się ze zwiększaniem poziomu stóp procentowych, co przyczyniło się do rozkręcenia spirali inflacyjnej w wakacje 2021 roku, również w trakcie przerwy między lockdownami [1].
5 maja b.r. miała miejsce kolejna już podwyżka stóp procentowych. Główna stopa procentowa (referencyjna) od dziś (6 maja 2022) wzrasta o 0,75% do wysokości 5,25% rocznie. W ostatnie pół roku raty kredytów wzrosły nawet o tysiąc pięćset złotych. Co ciekawe, raty te nie zależą bezpośrednio od stóp procentowych banku centralnego a od wskaźnika WIBOR po jakim banki mają sobie pożyczać pieniądze. Wskaźnik ten jest mocno krytykowany przez część ekonomistów jak również działaczy społecznych broniących konsumentów przed nadużyciami ze strony bankierów (np. Arkadiusz Szczęśniak, prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu SBB), opiera się bowiem na deklaracji wysokości stopy oprocentowania, składanej przez największe banki i nie oznacza, że banki jakąkolwiek kwotę pożyczą po tej stawce. Szczęśniak postuluje, by rata kredytu była podzielona na koszt pozyskania kapitału przez bank i marżę [2].
Spowodowało to brak możliwości regulowania bieżących zobowiązań finansowych przez Polaków oraz znaczące zmniejszenie liczby osób mających jakąkolwiek zdolność kredytową. Czy o to chodzi rządowi? Jeśli młodzi ludzie chcący założyć rodzinę nie mają gdzie się podziać i nie mają perspektywy kupna własnego mieszkania choćby na raty to JAK program 500+ ma wspomóc dzietność? Przydałoby się bardziej krytyczne spojrzenie na politykę gospodarczą rządu Mateusza Morawieckiego. Dodam, że Wiadomości TVP nie są najbardziej rzetelnym źródłem wiedzy o tym, jak obecnie żyje się Polakom.
[1]
[2]
Z poważaniem,
stały czytelnik
