fbpx

Okiem geografa. Parkingi Park&Ride w Poznaniu niewypałem?

Obecnie wiele miast, w tym nasze, dąży do usprawnienia systemu komunikacji miejskiej i stosuje nowe rozwiązania. Jednym z nich jest wprowadzenie parkingów parkuj i jedź (park & ride). Pomysł opiera się na budowie parkingu, który pełni funkcję punktu przesiadkowego. Działanie parkingów P&R powoduje zmniejszenie wykorzystania samochodu jako środka transportu w mieście. Chodzi głównie o to by jak najmniej aut wjeżdżało do centrum. Jest to zachęcenie do odbywania podróży za pomocą transportu łączonego, w którym poza samochodem zostaje wykorzystany środek transportu zbiorowego, m.in.: autobus, tramwaj, a także pociąg.

Jak wiadomo. Poznań ma jedną z najdroższych i najbardziej rozbudowanych czasowo stref płatnego parkowania, która sukcesywnie się rozrasta (chociaż do Starołęki i Kiekrza jeszcze daleko). Ma to być swoisty straszak cenowy dla zwolenników czterech kółek i jednocześnie skok na portfele posiadaczy owych. Alternatywą miały się stać P&R, gdzie można zostawić auto i dalej wybrać jeden ze środków transportu miejskiego, w tym kolej metropolitarną. Na chwilę obecną w Poznaniu są cztery takie obiekty: św. Michała, Rondo Starołęka, Szymanowskiego przy PST i Biskupińska.

I tu zaczynają się pierwsze schody, czyli usytuowanie parkingów. O tym czy dany parking spełnia swoją rolę możemy poznać po jego obłożeniu. Nauki geograficzne jasno wskazują, że tego typu obiekt powinien być położony na peryferiach miasta, w punkcie węzłowym o dużej intensywności ruchu komunikacji miejskiej. Podróżnik powinien mieć w tym zakresie cały wachlarz środków transportu do wyboru, które dodatkowo cechują się dużą częstotliwością odjazdów. Wszak liczy się jak najszybsze dotarcie do punktu docelowego. Pasażer musi wiedzieć, że jak zaparkuje samochód, to za kilka minut nadjedzie pociąg czy tramwaj, którym dostanie się do centrum.

Tymczasem w Poznaniu jedynie jeden P&R wydaje się być rentowny. Zgadniecie który? Oczywiście ten usytuowany przy PST. Tego tłumaczyć nie trzeba. Pozostałe świecą pustkami. Wg raportu miejskiego auta na wszystkich czterech obiektach zostawiano średnio w ilości ok. 2000 na miesiąc. Wynik jest tragiczny, zważywszy, że mamy do dyspozycji 337 miejsc. A zatem obłożenie to…niecałe 20%, ale już np. Strzeszyn ledwo dobija do 10%. A przecież utrzymanie tych obiektów to 9,5 tys./mc za każdy z nich.

Spójrzmy na Warszawę – większość P&R jest wzdłuż linii metra, przy dużych węzłach przesiadkowych (np. Młociny), w Krakowie P&R są praktycznie na peryferiach, przy pętlach tramwajowych i autobusowych, podobnie Wrocław – na obwodnicach. Tam budowano, gdzie była potrzeba. Obserwowano ruch i lokalne obłożenie parkingów. Ma to sens. U Nas radni chcieli być mądrzejsi i władowali dwa tego typu obiekty, tam gdzie nie mają one racji bytu. Św. Michał to już właściwie centrum, na Ostrów Tumski dojdziemy w 5 min., tak samo na Termy, sama przesiadka też jest uciążliwa, bo do Śródki trzeba dojść, w zasadzie pod obiektem mamy tylko dwa tramwaje 6 i 8. Dochodzimy do wniosku, że mało kto się przesiada i jedzie dalej, już sam parking jest punktem docelowym. To nie o to przecież chodzi. Jeszcze większym kuriozum jest P&R na Biskupińskiej. Już sam fakt, że przy jego budowie wycięto wiele drzew jest niewybaczalny. Do dyspozycji mamy tylko dwa autobusy, z czego 160 jeździ średnio dwa razy na godzinę. Obok jest również stacja PKP Strzeszyn, gdzie złapiemy pociąg raz na godzinę. Do Rusałki i jez. Strzeszyńskiego daleko a przecież tam na miejscu już są miejsca do parkowania. Pytanie zasadnicze – komu ma służyć ta inwestycja?

Jak podaje Andrzej Szarata, doktor z Politechniki Krakowskiej, udział podróży P+R sięga zaledwie 5%. Tylko w specyficznych przypadkach wskaźnik ten wzrasta przy węzłach kolejowych – wtedy można uzyskać nawet 15%. Pojawia się zatem pytanie o zasadność budowy takich parkingów. Z reguły są one budowane na ok. 300 miejsc, co przy obecnych danych, ile samochodów w ciągu dnia wjeżdża do miasta, są one na pierwszy rzut oka, marginalnym ograniczaniem ruchu. Nie jest jednak, tak, że są one niepotrzebne. Część ruchu zostaje zdjęta z centrum, wzrasta przepustowość, można jak zawsze w takich przypadkach można powołać się na ekologię. Niestety w Poznaniu to nie działa. Aby działało to P&R należy budować głównie przy stacjach kolejowych i najlepiej jeszcze przed wjazdem do miasta. U nas wybrano zupełnie nic nie znaczącą stacyjkę. Oczywiście nasz najmiłościwiej panujący JJ i radni nie widzą problemu, bo przecież zawsze można wsiąść na…rower.

No cóż, nauka swoje a radni swoje. Szkoda tylko, że w grę wchodzą nasze pieniądze.

Serwus!

Jacek Olszewski

Udostępnij
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *