fbpx

Okiem geografa – ucieczka z GOAP i co dalej?

Gruchnęła wiadomość, że miasto Poznań a także szereg gmin ościennych opuści międzygminny związek Gospodarki Odpadami Aglomeracji Poznańskiej.

https://gloswielkopolski.pl/poznan-opuszcza-goap-jest-decyzja-radnych-definitywne-wyjscie-nastapi-1-stycznia-2022-roku-miasto-stracilo-200-milionow-zlotych/ar/c1-15481210

https://www.poznan.pl/mim/info/news/poznan-opusci-goap,124895.html

GOAP powstał po to aby kompleksowo zarządzać odpadami komunalnymi miasta oraz sąsiednich gmin. Jak to z podmiotami powołanymi przez miasto czy państwo miał się prawo zepsuć. Dopiero po 10 latach radni zorientowali się, że coś szwankuje a miasto straciło 200 milionów złotych. A przecież miało być tak pięknie. Oczywiście jak to w takich przypadkach bywa – trzeba interweniować. Radni buńczucznie zapowiedzieli, że system usprawnią a sam pan wiceprzewodniczący zarządu GOAP i jednocześnie trzeci zastępca Prezydenta Poznania Bartosz Guss (jeżeli pominąłem jakąś funkcję to przepraszam) stwierdził lakonicznie:

 Nie chciałbym deklarować, że ceny za wywóz spadną, ale na pewno nie wzrosną”.

I tu pojawia się sedno problemu. Przede wszystkim widzimy po raz kolejny nieudaną próbę rozwiązania zagadnień związanych ze śmieciami. Po pierwsze, trzeba zasilić kwotowo rozbudowany system urzędniczy nadzorujący cały mechanizm. Dojdzie pewnie kilka stołków, kilka osób płynnie przejdzie z uszczuplonego bądź zlikwidowanego GOAP-u do stworzonego na tę okazję miejskiego departamentu, zespołu, wydziału (zwał jak zwał) zajmującego się problematyką. Po drugie, miasto stawia się w roli pośrednika pomiędzy generującymi a przetwarzającymi i odbierającymi odpady. Czy to będzie działać lepiej? Tego nie wiemy, wiemy, że ma istnieć a skoro Unia dopłaci to ma rację bytu. A skoro padła zapowiedź, że ceny nie wzrosną, to chciałbym, tak jak w przypadku GOAP, zobaczyć za kilka lat bilans miasta na tym polu. Żeby nie było, że znów mamy jakiś dług.

Eh, marzy się aby każdy producent śmieci, czy to duża firma, czy pojedyncze gospodarstwo domowe samo sprzedawało swoje posegregowane śmieci. Firmy recyclingowe, przerabiające śmieci, odbierają i płacą nawet niewielkie kwoty a potem na tym same zarabiają. Korzystają obie strony. Ludzie zachęceni taką możliwością sami chętnie segregowaliby plastik, papier, puszki, butelki itd. Czy będzie taniej? Na początku pewnie nie. Pojawia się problem odpadów zmieszanych, ale przecież mamy spalarnię, z która każdy obywatel mógłby podpisać umowę, tak jak z gazem, prądem. I tu rola miasta powinna się skończyć. Reszta moich śmieci ma cenę. Tym bardziej, że ustawa opakowaniowa nakłada obowiązek aby za powstałe odpady producent ponosił dodatkowe opłaty i organizował odzysk. I taki przedsiębiorca płaci, niejednokrotnie podnosząc cenę swojego produktu i przerzucając koszty na konsumenta:

 http://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20130000888

Czyli to Ja ostatecznie śmieć kupiłem, chociaż chciałem kupić tylko zawartość i on jest Mój. To ja chce go w takim razie sprzedać. Przy tak  zaproponowanym systemie, każdy miałby transparentność za co płaci a na czym zarabia. Ja wiem, że firmy recyclingowe w Polsce dopiero raczkują, dlatego konkurencja i wolny rynek jest w tym aspekcie tak ważna. Miasto stawia się w roli monopolisty. Niestety wjeżdża urzędnik-pośrednik typu GOAP i nie dość, że płacimy to robi długi.

A wystarczy czerpać wzorce z krajów skandynawskich:

http://www.esbud.pl/recykling-w-szwecji-jak-to-mozliwe-ze-nie-posiadaja-prawie-wysypisk-smieci/

https://thelegi.com/post/jak-szwecja-zamienia-smieci-w-zloto-1

A w Polsce?

Przepisy, regulacje, dyrektywy, obsługa urzędnicza itd. Ktoś płaci za śmieci, aby pracę miał ktoś.

Serwus

Jacek Olszewski

Udostępnij
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter