fbpx

Okiem geografa. Tramwajem donikąd przez chaszcze i magazyny.

_
_
Dzień dziecka nie dla dziecka: Opowiadanie oparte na faktach. Przedstawia kilka lat życia chłopaka wychowanego przez zakonnice. Autor, w nietypowy i często zabawny sposób przedstawia konsekwencje dorastania poza rodzinnym domem. Jest to pełna wartkiej akcji opowieść z pikantnymi szczegółami właściwymi dla wieku dorastania. Świetna narracja aktorska dodaje kolorytu, sprawiając że opowiadania słucha się z prawdziwą przyjemnością. Pozostawia w słuchaczu chęć poznania dalszych losów głównego bohatera

Tramwajowe szaleństwo i fanfaronada w Poznaniu trwa. Inwestycja przez ul. Ratajczaka na razie odstawiona na półkę – całe szczęście bo jest zupełnie niepotrzebna.

Trasa na os. Kopernika również idzie w odstawkę ze względu na brak pieniędzy, chociaż decyzje o jej budowie już zostały podjęte, brak natomiast terminu realizacji (ba, nie ma nawet terminu początku prac). Tej trasie sprzeciwiają się mieszkańcy Raszyna, zresztą ja też – Os. Kopernika jest wystarczająco dobrze skomunikowane.

Nie wiadomo co z trasą na Marcelin, kończącą się wg projektu w martwym punkcie, przed Fortem VIIa. Na tej trasie nie pozostawiłem suchej nitki w jednym z poprzednich artykułów, jak i na jednej z konferencji oraz podczas śmiechu wartych „konsultacji społecznych”. Wolę projekt obwodowy od Ogrodów, przez Polską do Grunwaldzkiej, zamiast pchać trasę przez ciasną Marcelińską.

Nieskończona jest też trasa na Naramowice. Tu włodarze zaczęli inwestycje od peryferii i jak ją połączyć ze ścisłym centrum na razie nie wskazano – koncepcje się rozjeżdżają, mnożą się trudności związane z ukształtowaniem terenu (skarpa na Szelągowskiej). W tej chwili powraca pomysł Mostu Winogradzkiego, puszczenie linii na Śródkę i to chyba najrozsądniejsza idea. No i oczywiście powraca jak bumerang trasa z Zawad do dworca Poznań-Wschód o której się mówi od kilkunastu lat i pewnie kolejne kilkanaście będzie się mówić.

Tymczasem ZTM i miasto postanowiło Nas uraczyć kolejnym absurdalnym projektem w postaci linii na Podolany a właściwie na przedpole tej dzielnicy, przy czym drugi człon wyrazu przedpole tu bardziej pasuje. Przyjrzyjmy się projektowi:

Mapa nr 1. Koncepcja trasy tramwajowej do węzła Druskiennicka. (źr. ZTM – Poznań)

Jak widzimy na mapie oba warianty są tragifarsą. Tramwaj ma się kończyć na szumnie zapowiadanym węźle „Druskiennicka”, obok stacji kolejowej Poznań-Druskiennicka. Tam ma być punkt przesiadkowy oraz jak zwykle takie cuda jak parkingi Park&Ride (świecące pustkami), Kiss&Ride (totalne kuriozum i marnotrawstwo pieniędzy) oraz pętla autobusowa (nie wiadomo po co, jak jeżdżą tamtędy aż dwa słabo obłożone autobusy – 160 i 183).

Wokół próżno szukać dużego osiedla mieszkaniowego a okolice stanowią stare magazyny, hurtownie, sklep meblowy i zakład wodociągowy. W głowę zachodzę jak w transporcie kupowanych tam o sporych gabarytach towarów ma pomóc tramwaj? Pytanie zasadnicze – kto ma się tam przesiadać i kto ma obrać ten punkt za docelowy? Już sama budowa tam stacji kolejowej Druskiennicka jest wątpliwa w zasadność. 400 m dalej mamy całkiem nową stację Poznań – Podolany, ul. Lutycka służy raczej do tranzytu a mieszkańcy Podolan i Strzeszyna są uważani za zamożnych i cenią sobie komfort jazdy samochodem. Jest też niewielki Cmentarz Sołacki, ale ww autobusy dają wystarczający komfort dotarcia.

Spójrzmy jeszcze na wcześniejszy fragment trasy. Jedynym konkretnym punktem są szpitale w tym nowy – dziecięcy. I tu rodzą się kolejne pytania – kto z chorym dzieckiem jedzie tramwajem? A nawet jeśli, to zupełnie niedaleko jest przystanek Lutucka-Szpital. Szczerze – to nigdy nie widziałem tam więcej jak 2 wsiadające osoby, właściwie od przystanku św. Leonarda na os. Winiary aż do pętli Piątkowska tramwaj jedzie niemal pusty. Dalej w projekcie jest jeszcze gorzej – linia przebiega albo zygzakiem albo wzdłuż al. Solidarności i… napotyka bramę ogródków działkowych! Co to oznacza? Raz, że działki pójdą pod młotek, dwa, że dewastujemy uzupełnienie wsparcia północno-zachodniego klina zieleni jakim jest Dolina Wierzbaka. Zresztą wspomniana dolina jest sukcesywnie zabudowywana a główną ofiarą developersko-ratuszowego układu stają się właśnie ogródki działkowe – na Winiarach zlikwidowane, kolejne przy ul. Piątkowskiej czekają na wyrok, sukcesywnie ubywa też garaży pomiędzy Os. Bonin a Winiary a po ogródkach działkowych pozostały zarośnięte i dawno nie sprzątane chaszcze. Chociaż tu, o dziwo, jest nadzieja na fajne zagospodarowanie:

https://www.architekturaibiznes.pl/konkurs-wyniki/wyniki-konkursu-studenckiego-dolina-wierzbaka,11694.html

Ale ludzie, o co Wam chodzi? Będziecie mieli ekologiczny tramwaj.

I tu dochodzimy do sedna – ten tramwaj jest tylko pretekstem do zarobienia dużych pieniędzy przez miasto i trwonienia ich przez urzędników. Nie ma tu ani potrzeb mieszkańców, ani ekologii. Jest za to już wydana kasa na projekt i łakomy kąsek dla developerów.

Jeżeli faktycznie Ratusz chciałby zrobić mieszkańcom Podolan i Strzeszyna „dobrze”, to dobudował kolejne pasy ruchu wzdłuż ul. Lechickiej i ul. Juraszów i ewentualnie zmodernizował ul. Homera. Dalej jest ul. Koszalińska i ta jak wiadomo spełnia swoją rolę jako jedna z arterii miasta. A jeśli już ktoś się uparł na ten tramwaj, to najprościej go przedłużyć z pętli przy ul. Piątkowskiej w kierunku ul. Juraszów i tamtędy go poprowadzić aż do „serca” Podolan, z minimalną ingerencją w tereny zielone, bez fanaberii i dodatkowych wiaduktów. Ale na prostych schematach to ciężko zdefraudować pieniądze. Z drugiej strony za zmiany w projekcie też należy się honorarium, dlatego często na początku tworzy się tak niepoważne projekty aby móc je zmieniać, aby pracę i zarobek z publicznych pieniędzy miał „ktoś”.

Jacek Olszewski

fot. Adam Jastrzębowski, poznan.naszemiasto.pl

Udostępnij
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
_
_