fbpx

Okiem geografa. Arktyczne mrozy kontra energetyka z OZE.

_
_
Dzień dziecka nie dla dziecka: Opowiadanie oparte na faktach. Przedstawia kilka lat życia chłopaka wychowanego przez zakonnice. Autor, w nietypowy i często zabawny sposób przedstawia konsekwencje dorastania poza rodzinnym domem. Jest to pełna wartkiej akcji opowieść z pikantnymi szczegółami właściwymi dla wieku dorastania. Świetna narracja aktorska dodaje kolorytu, sprawiając że opowiadania słucha się z prawdziwą przyjemnością. Pozostawia w słuchaczu chęć poznania dalszych losów głównego bohatera

„Ekstremalne mrozy w Skandynawii”, „Bestia ze Wschodu”, „Wylał wrzątek przy temp. -30 °C, zobacz co się stało?”.

Jak co roku przy ataku zimy dziennikarze raczą Nas wyszukanymi tytułami. Zresztą podobnie jest latem, gdy nasilają się upały z tą różnicą, że wtedy dodatkowo duma się nad Globalnym Ociepleniem (zimą to niedobra jest). Nie będę tu się rozpisywał po raz kolejny nad GloCio i kto jest temu winien, mogę jedynie jako geograf napisać, że wpływ człowieka na klimat jest marginalny a zmiany klimatyczne na Ziemi są czymś zupełnie normalnym. Będę pisał o transformacji energetycznej, którą na siłę wdraża się w Europie przez lewicowych ekooszołomów i stojących za nimi lobbystów produkujących infrastrukturę dla tzw. Odnawialnych Źródeł Energii.

Głównymi producentami są (i tu niespodzianki nie będzie)… Niemcy! Dalej Holandia, Dania, Szwecja. Bardzo dobrze na rynku maja się Chiny, które korzystają z dobrodziejskich ustaw Łunii Jełoropejskiej. W Polsce mamy HIPAR i TESUP – Dawidy przy zachodnich Goliatach. Jasnym jest, że przy planach jakie mają nasze władze, bez względu na barwy polityczne, bo Morawiecki i Tusk grają w tym zakresie do jednej bramki, musimy kupować sprzęt od podmiotów zagranicznych (najlepiej za piniondze z KPO). Nikogo nie powinna więc dziwić afera z firmą Siemens jeszcze pod koniec ubiegłego roku. Plany są oczywiście wręcz rewolucyjne, bo oto mamy całkowicie odejść od paliw kopalnych a zastapić je tzw. „mixem energetycznym” złożonym z turbin wiatrowych, paneli fotowoltaicznych i biomasy. Dodatkowo w niedalekiej przyszłości (trzymajcie mnie, bo pęknę ze śmiechu) ma powstać w Polsce elektrownia atomowa. Miały być jeszcze pompy ciepła i gaz, ale to już poszło do lamusa. Geotermią zaś czy elektrowniami wodnymi nikt się nie frapuje.

Dla zobrazowania jak kształtuje się obecnie produkcja energii zamieszczam dwa schematy (dla Polski i Niemiec) :

Źródło – Centrum Informacji o Rynku Energii, podsumowanie 2021

Źródło – Centrum Informacji o Rynku Energii, podsumowanie 2021

I tu jak co roku przychodzi zima zła i ustawia do pionu zielonych ekologicznych komunistów a w prasie odnajdujemy tego typu artykuły:

https://bizblog.spidersweb.pl/cena-energii-mrozna-zima-pompy-ciepla

Tu przy okazji nie omieszkam się odnieść do bredni pismaków o najniższych w historii obecnie odnotowanych temperaturach w Skandynawii. Za przykład niech posłużą cytaty: „Najniższa temperatura w Szwecji, z 1966 roku, zanotowana w Vuoggatjålme wyniosła -52,6 stopnia.” oraz „Historyczny rekord ujemnej temperatury w Finlandii, czyli -51,5°C, padł w styczniu 1999 r. w Kittila w Laponii.” To tyle jeśli chodzi o wiarygodność prasy. Jak zwykle przy srogim ataku zimy próbuje się wybić druga grupa, tym razem zwolenników teorii, że Globalne Ocieplenie to ściema, tymczasem średnie temperatury stycznia w Polsce i na świecie rosną i przyjmijcie to do wiadomości.

Co jednak znamienne dla sytuacji, w której znalazła się Skandynawia (tak jak parę lat temu Niemcy) to fakt, że NIE DA SIĘ za pomocą OZE zapewnić dostaw energii i ciepła. Jeszcze nie tak dawno o szwedzkiej energetyce czytało się tak:

Coś się jednak zmieniło, bo dziś pisze się tak:
I nie ma się co dziwić, Szwedzi to pragmatyczny i mądry naród, który po nieudanym eksperymencie robi korekty. Jedną z takich pierwszych korekt była likwidacja eurokomunistycznego Ministerstwa Klimatu, co wywołało wściekłość lewicowych eurokratów w Brukseli. Dodatkowo dowiadujemy się, że Szwecja będzie zwiększać produkcję energii z atomu oraz buduje na swoim terenie ponad 1000 małych elektrowni wodnych (dużych elektrowni Łunia zakazała!). Jeśli zaś chodzi o elektrownie wiatrowe, to nasz północny sąsiad czerpie z niej aż 26% energii, ale na co warto zwrócić uwagę to, że na lata 2016-2024 ok. 100 miliardów koron z inwestycji w energię wiatrową pochodzi z zagranicy. I to też budzi niepokój. Udział kapitału obcego urósł z 36% w 2016 do 66% w 2024. A to wpływa na bezpieczeństwo kraju. Dodatkowym smaczkiem jest, że aż 78% gmin zawetowało budowę farm wiatrowych. A zresztą poczytajcie o tych kontrowersjach tutaj:
I tu należy sobie zadać pytanie co robić? Z jednej strony chcemy mieć czyste powietrze i tani prąd. Prąd tani tylko w teorii, bo zima te ceny brutalnie weryfikuje. Z drugiej jednak strony grożą nam niedobory energii i marznięcie zimą. No i dochodzi problem z utylizacją zużywającej się infrastruktury OZE, czytaj zakopywanie 20-letnich turbin wiatrowych w ziemi. Kolejny problem to elektryczny transport zbiorowy, bo jak wiadomo elektryczne Solarisy, które sprzedaliśmy Norwegom nie dały rady i stoją biedne i marzną w bazie w Oslo (to temat na osobny artykuł).

Tymczasem ekooszołomy służą za pożytecznych idiotów a na ich działaniach zyskują lobbyści, którym, spokojna głowa – zimno nigdy nie będzie. Zyskują też Chiny, które mają pakiety klimatyczne w czterech literach. Nas Polaków na taką transformację energetyczną jaką podpisali na zmianę rządzący przedstawiciele PO-PiSu po prostu nie stać a dopóki Polska węglem stoi i może okresowo ogrzać tyłki nordykom i Niemcom, to niech to robi.

Tymczasem po Poznaniu latają drony antysmogowe o wysublimowanej nazwie „Nosacz”, które ścigają trucicieli, najczęściej najbiedniejszych mieszkańców, którzy chcą mieć ciepło. Kwota całości mandatów powala – 12.5 tys. PLN, projekt kosztuje 2 mln PLN. Kurtyna!

Serwus!

Jacek Olszewski

P.S. W następnym odcinku o wyspach ciepła w Poznaniu i dlaczego pomimo mrozów nie ma smogu?

Źródło tytułowej fotografii: fot. Stian Lysberg Solum/NTB

Udostępnij
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
_
_